Jakiś czas temu w relacji na Instagramie zrobiłam ankietę, w której zadałam moim obserwatorkom pytanie czy udają lub kiedykolwiek udawały orgazm. Były dwie opcje odpowiedzi – tak lub nie. Do udawania orgazmu przyznały się 1223 osoby, a zaprzeczyło 1168. Wynika z tego, że aż 51% kobiet chociaż raz w życiu z jakiegoś powodu symulowało szczytowanie (nie byłam jednak w stanie kontrolować czy są to odpowiedzi jedynie pań, aczkolwiek mężczyźni stanowią tylko 6% moich obserwatorów). Co ciekawe, w zależności od badania twierdzące odpowiedzi stanowią od 50 do 70% (Tajniki orgazmu, Ken Purvis). Dla mnie te dane są bardzo niepokojące. Dlaczego aż tyle kobiet udaje orgazm? Jakie mogą być tego skutki?

W nawiązaniu do wyniku ankiety zapytałam moje obserwatorki z jakiego powodu udają orgazm. Dostałam bardzo dużo odpowiedzi, które były do siebie zbliżone i potwierdziły to, czego się spodziewałam. Oto one.

Udaję orgazm, ponieważ nie chcę zrobić przykrości partnerowi

Ta odpowiedź pojawiała się najczęściej. Wiele kobiet udaje szczytowanie, chcąc w ten sposób nagrodzić partnera za jego starania. Często ma to związek z błędnym przekonaniem, zarówno pań jak i panów, że odpowiedzialność za kobiecy orgazm leży po stronie mężczyzny (który musi stanąć na wysokości zadania), a także, że powinien on pojawić się podczas penetracji. Tymczasem okazuje się, że większość kobiet (70%) szczytuje podczas penetracji czasami, rzadko, albo nawet wcale (Ona ma siłę, Emily Nagoski). Sytuacja natomiast wygląda zupełnie odwrotnie w przypadku stymulacji łechtaczki, która odgrywa kluczową rolę jeśli chodzi o doznania erotyczne – to jej pobudzanie najczęściej prowadzi do orgazmu. Między innymi właśnie z tego powodu większość kobiet szczytuje bez problemu podczas masturbacji, a ma trudności z osiągnięciem rozkoszy z partnerem.

Tym, co sprawia, że orgazm ma szansę się wydarzyć jest znajomość swojego ciała i jego reakcji; rodzaju dotyku, który jest dla kobiety podniecający i sprawia jej przyjemność; pozycji, która mu sprzyja, jak i rodzaju aktywności – pieszczoty oralne, pieszczoty analne, drażnienie brodawek sutkowych… Pomocne bywa także ćwiczenie mięśni Kegla oraz nauka doświadczania orgazmu podczas masturbacji. Orgazmowi podczas penetracji sprzyja ponadto m.in. samodzielna stymulacja łechtaczki przez kobietę.

Udaję orgazm, bo mam dość starań partnera o to, abym doszła

Wielu mężczyzn stawia sobie za cel zaspokojenie partnerki, ponieważ kobiecy orgazm jest dla nich potwierdzeniem swoich umiejętności i ma pozytywny wpływ na ich samoocenę. Z tego powodu przeciągają stosunek w nieskończoność, aż nie usłyszą okrzyków rozkoszy. Tymczasem seks bez orgazmu dla wielu kobiet potrafi być satysfakcjonujący ponieważ zaspokaja inne potrzeby, jest źródłem przyjemności, czy intymnym spotkaniem (zobacz także: Satysfakcja bez orgazmu. Czy jest możliwa?). Panowie jednak nie dają za wygraną. Dociekliwie dopytują czy partnerka doszła, a jeśli zaprzeczy – często jest to dla nich równoznaczne z porażką i przeświadczeniem, że kobiecie nie było dobrze i muszą następnym razem się bardziej postarać.

Udaję orgazm, ponieważ nie chcę, aby partner pomyślał, że coś jest ze mną nie tak

Istnieje dość mocna presja kulturowa dotycząca konieczności doświadczania orgazmów przez kobiety przy każdym zbliżeniu i to w dodatku podczas penetracji pochwy. A jak pisałam już wcześniej – kobiety regularnie szczytujące podczas stymulacji pochwy należą do mniejszości. Dlaczego jednak orgazm osiągany w ten sposób uważany jest za “lepszy” czy “właściwy”? Przede wszystkim winni są tutaj lekarze i badacze płci męskiej, a w tym Zygmunt Freud, który uznał, że orgazm pochwowy jest orgazmem normalnym, podczas gdy orgazm łechtaczkowy jest niedojrzały. To kłamstwo powtarzane było latami, wyrządzając kobietom ogromną krzywdę.

Pamiętajmy jednak, że to właśnie łechtaczka jest narządem homologicznym względem penisa, ale w przeciwieństwie do niego jej jedyną funkcją jest dostarczanie kobiecie przyjemności. Patrząc więc od strony anatomicznej, oczekiwanie, że kobieta będzie szczytować podczas penetracji pochwy jest równoważne ze stwierdzeniem, że mężczyzna powinien doznawać orgazmu na skutek stymulacji prostaty lub krocza. Doceńmy więc w końcu orgazmy osiągane dzięki łechtaczce, bo to ona jest kluczem do kobiecej rozkoszy. I jest to zupełnie normalne!

Udaję orgazm, aby seks się szybciej skończył, żeby mieć spokój

Chęć szybszego zakończenia stosunku także stanowi motywację do udawania orgazmu. Często się zdarza, że kobiety podejmują aktywność seksualną wbrew sobie, nie mając na seks ochoty – bo partner będzie niezaspokojony, bo dawno nie było seksu, bo seks to obowiązek itp (zobacz: Dlaczego warto nauczyć się odmawiać seksu?). Zaciskają więc zęby, uprawiają niechciany seks, a potem udają orgazm, aby partner szybciej szczytował – kobiecy orgazm znacznie obniża próg wytrysku u mężczyzn. Innymi powodami chęci szybszego zakończenia stosunku może być ból, dyskomfort, brak satysfakcji i przyjemności, zmęczenie, przekonanie, że orgazm i tak się już nie wydarzy, czy myślenie o obowiązkach jakie czekają na kobietę.

Jakie są konsekwencje udawania orgazmu?

Udawanie orgazmu to oszukiwanie zarówno siebie, jak i swojego partnera/ki. Jest rezygnacją z własnej przyjemności i satysfakcji. Ponadto im dłużej udajemy, tym trudniej cokolwiek zmienić, gdyż druga osoba jest przekonana, że obecny seks nam się podoba. Takie postępowanie może prowadzić do frustracji, obniżonego samopoczucia, depresji, może wpłynąć na relację partnerską, a także przyczynić się do utraty lub osłabienia libido czy niechęci do współżycia w ogóle. Seks potrafi być nieograniczonym źródłem przyjemności – nie rezygnujmy z niej. Mamy do niej takie samo prawo jak druga osoba!

A czy Ty udawałaś/udawałeś kiedykolwiek orgazm? Z jakiego powodu?