Kobiecy orgazm stał się obecnie niemal koniecznością. Wielu mężczyzn bardzo często stawia sobie za cel zaspokojenie swojej partnerki, które rozumieją poprzez doprowadzenie jej na miłosny szczyt. Kobiety natomiast za wszelką cenę chcą go osiągnąć – nie tylko dla przyjemności, ale też w celu potwierdzenia własnej wartości i zadowolenia partnera. Brak kobiecego orgazmu (czy sytuacja, w której kobiecie nie jest łatwo go osiągnąć) może być więc problemem dla obydwu stron. Coraz częściej zapominamy, że kobieca satysfakcja nie jest wcale równoznaczna z jego osiągnięciem. Seks może być przecież źródłem szczęścia bez Wielkiego O, jednak w szalonym pościgu za nim, możemy zgubić je gdzieś po drodze. 

Cofnijmy się w czasie

Aby lepiej zrozumieć opisywane zagadnienie, niezbędne jest cofnięcie się w czasie o kilkadziesiąt lat. Możliwe, że słyszeliście o sławnym duecie, który w latach 50. XX wieku zapoczątkował badania nad ludzką seksualnością (powstał o nim nawet świetny serial pod tytułem Masters of Sex). William Masters i Virginia Johnson obserwowali ludzi podczas ich aktywności seksualnej i dokonywali pomiarów fizjologicznych. Podczas tych nietypowych badań zauważyli pewien powtarzający się schemat następujących po sobie reakcji. Podzielili je na cztery fazy: podniecenie, fazę plateau, orgazm i relaksację. Masters i Johnson uważali, że opisany przez nich model reakcji seksualnej odnosi się zarówno do mężczyzn, jak i kobiet. Kolejna badaczka – Helen Kaplan, zaproponowała model składający się z trzech faz: pożądania, podniecenia i orgazmu. Zauważyła także, że faza pożądania odnosi się zarówno do fizjologicznych, jak i psychologicznych aspektów. W późniejszych latach połączono ze sobą modele Mastersa i Johnson oraz Kaplan – nadal jednak mieliśmy do czynienia z modelem linearnym.

Dopiero na początku XXI wieku Rosemary Basson zauważyła, że kobieca seksualność jest dużo bardziej skomplikowanym zjawiskiem, na które ma wpływ wiele innych czynników wzajemnie na siebie oddziałujących, a w tym czynniki psychospołeczne. Nie jest więc ona jedynie następującymi po sobie reakcjami fizjologicznymi (co nie jest jednoznaczne z tym, że męska seksualność składa się z samej fizjologii). W ten sposób powstał najbardziej znany (jednak nie pierwszy) cyrkularny model reaktywności seksualnej kobiet.

Co z tymi kobietami?

Basson zauważyła, że kobieca motywacja do podejmowania współżycia dotyczy wielu „pozaseksualnych” obszarów, takich jak potrzeba emocjonalnej bliskości, przywiązanie, akceptacja, miłość i wiele innych. Stwierdziła, że kobiece zaangażowanie w aktywność seksualną często wynika bardziej z potrzeby intymności niż poszukiwania przyjemności związanej z rozładowaniem napięcia seksualnego. Ponadto zauważyła, że kobieta nieodczuwająca potrzeby seksu może ją w sobie rozwinąć na skutek prowokacji partnera – np. przytulenia, pocałunku, dotknięcia stref intymnych – i jest to sytuacja dużo częstsza niż odczuwanie spontanicznego pożądania seksualnego. To drugie pojawia się na przykład podczas owulacji. Stwierdziła także, że kwestie orgazmu pozostają u kobiet bardzo zróżnicowane. Satysfakcja seksualna wcale nie jest u nich równoznaczna z miłosnym szczytem, a chociażby właśnie zaspokojeniem innych potrzeb. Ich zaspokojenie może z kolei motywować je do ponownego zaangażowania się w aktywność seksualną.

Konieczność doświadczania orgazmu

Obecnie jednak coraz częściej słyszy się mit o konieczności doświadczania orgazmu –  najlepiej przy każdym stosunku i z dzikimi okrzykami rozkoszy. Taka presja prowadzi do powstania wielu kompleksów, a w konsekwencji obniżenia poczucia własnej wartości. Jego brak przyczynia się także do zmiany postrzegania współżycia seksualnego, które z radosnego przeżycia zmienia się w misję specjalną. Zadaniowe podejście do stosunku odziera je ze spontaniczności i bycia tu i teraz. Centralnym punktem staje się orgazm, do którego dążymy za wszelką cenę. A im bardziej gonimy króliczka, tym szybciej nam ucieka. Jeśli orgazm jest jedynym celem, współżycie (ale i związek) może stać się źródłem frustracji i rozczarowania, osłabienia reakcji seksualnych (bo po co się angażować znów w seks?), czy poczucia winy. Nasuwa się więc pytanie – czy dążenie do Wielkie O przypadkiem nie zaburza naszego poczucia szczęścia?

Złota zasada – odrzuć myśli o orgazmie

Współżycie dla wielu kobiet jest źródłem szczęścia i spełnienia, mimo że nie zawsze kończy się orgazmiczną falą rozkoszy. Jest m.in. intymnym spotkaniem z drugą osobą, możliwością pogłębienia z nią więzi, a także doświadczenia przyjemności. I własnie na tym warto się skupić. Odrzucenie konieczności osiągnięcia orgazmu pozwala na zatracenie się w obecnej chwili i skupienie na doznaniach płynących z ciała. Tylko poprzez zaprzestanie usilnego dążenia na szczyt, kobieta ma szansę pozwolić rozkoszy na zawładnięcie nią, poddanie się jej i odczucie ją całym ciałem. Ma możliwość na bycie tu i teraz, zamiast myśleć o stercie prania, pracy czy fałdkach tłuszczy na brzuchu. Dopiero wtedy jest gotowa na przyjęcie doświadczenia, które może wyjąć ją z czasu i przestrzeni – a które przyjdzie do niej samo.

Kiedy brak orgazmu jest problemem

Brak lub opóźniony orgazm może jednak stanowić problem i być źródłem frustracji, ale i cierpienia. Jak każda dysfunkcja seksualna, zaburzenia orgazmu mogą być spowodowane czynnikami biologicznymi i/lub psychicznymi. Jeśli nasza trudność trwa co najmniej pół roku, stanowi źródło przykrych doświadczeń, czy ma negatywne konsekwencje dla harmonii związku – zgłośmy się po pomoc do seksuologa, który pomoże nam zrozumieć istotę naszych trudności i sobie z nimi poradzić.

Czy według Was satysfakcja bez orgazmu jest możliwa? A może Wielkie O jest dla Was koniecznością?

Zagłosuj na mnie na influencer.pl!