„To chyba nie jest normalne – podczas współżycia z partnerem nie zawsze przeżywam orgazm”, „pojawia się on u mnie tylko podczas stymulacji łechtaczki”, „nie szczytowałam podczas swojego pierwszego razu, bardzo mnie to martwi”, „jeszcze nigdy go nie doświadczyłam…” – to tylko niektóre problemy związane z orgazmem, z którymi zwracają się do mnie panie. Pokazują, że kobieca rozkosz stanowi nadal temat tabu, a także obnażają konsekwencje wynikające z braku edukacji seksualnej. Z jednej strony kobiety dostają przekaz, że powinny osiągać orgazm za każdym razem, z drugiej – nikt im nie mówi, jak bardzo skomplikowane jest to zjawisko, którego muszą nauczyć się doświadczać.

To skomplikowane

Tak, w odróżnieniu od mężczyzn, którym przeżywanie orgazmu dane jest w sposób naturalny (zazwyczaj powstaje w momencie wytrysku), kobiety w większości przypadków muszą się go po prostu nauczyć. Pierwszy orgazm bardzo rzadko pojawia się u nich podczas penetracji (kolejne zresztą też). Najczęściej przeżywany jest w trakcie masturbacji (a więc stymulacji łechtaczki) w wieku młodzieńczym/dojrzałym lub przypadkowo – kiedy dziewczynka odkryje, że pocieranie clitoris o różne powierzchnie (kant stołu, zrolowana pościel, poręcz krzesła) daje wyjątkową przyjemność. Orgazm podczas inicjacji seksualnej także należy raczej do rzadkości – towarzyszące temu wydarzeniu emocje, obawy, często też ból wynikający z defloracji, uniemożliwiają zatracenie się w tym akcie. Zdarza się, że pierwszy orgazm podczas stosunku zostanie przeżyty nawet po kilku latach od rozpoczęcia współżycia. Jeszcze rzadszym fenomenem jest orgazm uzyskiwany równocześnie z partnerem/ką. Można także szczytować tylko z jednym partnerem, a z innym nigdy (wtedy przyczyny „problemu” należy szukać w niesatysfakcjonującej relacji). Jedną sprawą jest więc nauka własnego ciała i jego reakcji, drugą – czynniki wpływające na osiągnięcie orgazmu.

Który orgazm jest lepszy?

Winny cierpieniu wielu kobiet jest ojciec psychoanalizy – Zygmunt Freud. Uważał on, że orgazmy osiągane poprzez stymulację łechtaczki są niedojrzałe i niepełnowartościowe (co ciekawe, opinię tę podzielała także Michalina Wisłocka). Natomiast tzw. orgazmy pochwowe miały świadczyć o pełni kobiecości. Obecnie wiadomo, że każda droga wyzwolenia orgazmu jest tak samo wartościowa. Większość kobiet szczytuje jednak dużo łatwiej i szybciej poprzez stymulację łechtaczki (podczas penetracji szczytuje tylko ok. 30% kobiet). Mówi się, że takie orgazmy są bardziej intensywne, ale krótkotrwałe i dające mniejsze zaspokojenie. Natomiast tzw. orgazmy pochwowe, mimo że ich osiągnięcie zajmuje więcej czasu, trwają dłużej, dają większe zaspokojenie mentalne, ale są bardziej subtelne. Przynajmniej tak wynika z opinii osób zajmujących się badaniem ich intensywności. Czy warto jednak dalej powielać stereotypy i zastanawiać się, który orgazm jest lepszy i daje większą satysfakcję? Nie, mimo że wielu mężczyzn marzy o zaspokojeniu swojej partnerki poprzez penetrację (podczas której, zależnie od pozycji, łechtaczka przecież też jest stymulowana, a te dwa narządy zdają się pracować wspólnie na drodze do tego samego celu). Warto zdać sobie sprawę, że orgazmy podczas stosunku waginalnego zdarzają się naprawdę niewielu kobietom. Nie ma więc powodu, aby kobieta czuła się gorsza, że go nie doznaje. Są przecież inne sposoby na osiągnięcie orgazmu podczas seksu – stosunek oralny, stymulacja łechtaczki ręką (także w czasie penetracji), użycie wibratora czy wibrującego pierścienia na członek. Przecież seks to nie tylko i wyłącznie „penis w waginie” i szybkie ruchu typu „wsuń-wysuń”. A o tym naprawdę wiele kobiet zapomina, nie upominając się o coś więcej.

Orgazm za wszelką cenę

Problemem wielu kobiet jest też dążenie do szczytowania za wszelką cenę. Niestety im bardziej o czymś myślimy, tym więcej figli płata nam nasz umysł. Niezbędna w drodze na szczyt jest więc umiejętność zatracenia się (9 rad, jak zatracić się podczas stosunku) i skupienia na doznawanej przyjemności. Dopiero wtedy, kiedy kobieta oczyści umysł i będzie obecna „tu i teraz”, ma szansę doświadczyć dużo więcej. Pamiętajmy, że seks niezakończony orgazmem też potrafi być satysfakcjonujący – buduje bliskość, spaja związek, może być formą medytacji i sposobem na poznawanie swojego ciała. Kobiety nie zawsze szczytują podczas penetracji i jest to zupełnie normalne. Czasem doznają orgazmu w kilka sekund, innym razem dojście na szczyt jest jak syzyfowa praca – już prawie się udaje, jednak wystarczy lekkie rozproszenie, szczeknięcie psa, telefon, aby czar prysł. Skupianie się jedynie na orgazmie sprawia, że możemy stracić wiele innych, cennych doświadczeń. To tak jak z podróżami. Nieważny jest cel – ważna jest droga.

Poznanie własnego ciała

Wiele kobiet, które nie wezmą spraw w swoje ręce, mogą nigdy nie doznać upragnionego „wielkiego O”. Duże znaczenie ma tutaj masturbacja (Masturbacja – zalety i niebezpieczeństwa), dzięki której mają szansę poznać swoje ciało i jego reakcje, a także doświadczyć orgazmu. Im częściej będą go przeżywać, tym łatwiej będzie im go osiągnąć podczas stosunku z partnerem/ką. Kobieta świadoma swojego ciała, tego jaki rodzaj dotyku ją podnieca i doprowadza do szybszego bicia serca, może podczas aktu płciowego (lub po nim) pokierować drugą osobę, dzięki czemu zaspokoi ona jej potrzeby. Czekanie na to, że partner/ka zrobi dokładnie to, czego pragniemy jest prawdopodobne jak wygrana w lotto. Nikt nie zna lepiej naszej seksualności niż my sami.

Blokada w głowie

Inną sprawą są też nasze przekonania względem seksu i cielesności – zarówno to, co wynieśliśmy z domu, ale też to, co wpaja nam kultura, tradycja, społeczeństwo czy religia. Jeśli chodzi o wiarę, są osoby, które wiedzą, czego się im zabrania, np. współżycia przed ślubem, stosowania antykoncepcji, ale mimo to łamią te zasady. Wszystko zależy jednak od tego, czy mają z tego powodu poczucie winy. Jeśli tak –  ma to kolosalne znaczenie dla ich życia seksualnego, które wywołuje napięcie związane z grzechem, przez co niemożliwe jest osiągnięcie satysfakcji. Blokadę mogą również stanowić różnego rodzaju obawy – przed ciążą, przed bólem, naruszeniem ciała. A często także kompleksy dotyczące wyglądu oraz niesatysfakcjonująca, pełna konfliktów relacja partnerska.

Udawanie

Najgorszą rzeczą, jaką kobieta może zrobić sobie samej, ale i swojemu partnerowi/ce jest udawanie orgazmu. Według książki Tajniki orgazmu napisanej przez lekarza, biochemika i fizjologa Kena Purvisa, aż 50% kobiet udaje orgazm! Niezależnie od motywacji, która nimi kieruje – jest to zatrważające. Rezygnują w ten sposób z prawa do własnej przyjemności, ale oszukują też drugą połówkę, która w kolejnych aktach będzie powtarzać te same czynności, myśląc, że to „działa”. Potem trudno będzie się przyznać, że tak naprawdę orgazm się nie wydarzył… nigdy. Mnie by to zabolało. Myślę, że mojego partnera tym bardziej.

Wyjdź ze swojej ramy

Pisałam już o tym wcześniej, że warto zdać sobie sprawę, że seks to nie tylko penis wykonujący ruchy frykcyjne w waginie. Wachlarz możliwości technik seksualnych jest wręcz nieograniczony. Orgazm uzyskany dzięki użyciu przez partnera/kę wibratora, aby zaspokoić kobietę, jest tak samo niesamowity, jak ten osiągnięty w czasie tradycyjnie pojmowanego stosunku. Nie rezygnujmy więc z gadżetów, a także różnorodnych form stymulacji. Istnieją kobiety szczytujące podczas drażnienia sutków, a nawet takie, które dochodzą na skraj rozkoszy dzięki stymulacji małżowin usznych czy jedynie za sprawą wyobraźni (fantazje w czasie stosunku bywają bardzo pomocne i… podniecające). Ponieważ panie mają psychofizjologiczną łatwość ponownego, a zarazem szybkiego podniecania się zaraz po orgazmie i osiągania kolejnego, czasem dobrze im robi przeżycie jednego przed stosunkiem, oczywiście z pomocą partnera. W końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czasem wystarczy jedynie mała zmiana, aby orgazm się pojawił – kochanie się w innym miejscu, zmienienie pozycji na taką, podczas której intensywniej stymulowana jest łechtaczka, obejrzenie filmu erotycznego lub pornograficznego przed stosunkiem (Pornografia Eriki Lust -dlaczego tak chętnie sięgają po nią kobiety?), zaprowadzenie dzieci do dziadków, wypicie małej ilości alkoholu, aby znieść silną kontrolę… Ważne, aby podejść do swojej seksualności i współżycia z większą świadomością, a nie tylko czekać i mieć pretensję, że orgazm się nie pojawia.

Ciało jest jak niezbadany ląd. Można je odkrywać z kompasem w ręku, ale można też zdać się na swoje zmysły. Osobiście doradzam Wam tę drugą opcję. Nieraz zabłądzicie, ale tylko wtedy macie szansę doświadczyć czegoś nieoczekiwanego.

A jak to jest z Waszymi orgazmami?